Poseł szwedzki, pod którego opieką się znajdowałam, poprosił w ministerstwie spraw zagranicznych, którym w czasie nieobecności pana von Metternicha kierował pan von Hudelist, o paszport dla mnie, abym mogła opuścić Austrię drogą przez Węgry lub przez Galicję, w zależności od tego, czy udam się do Petersburga, czy do Konstantynopola. Odpowiedziano mu, że muszę się zdecydować, nie mogą mi bowiem dać paszportu na wy¬jazd przez dwie różne granice, i że nawet na to, by udać się do Preszburga, pierwszego miasta na terenie Węgier, odległego o sześć mil od Wiednia, potrzebne jest pozwolenie władz. Nie można się było powstrzy¬mać od myśli, że Europa, niegdyś tak łatwo otwarta dla wszystkich podróżnych, pod wpływem Napoleona stała się jakby wielką siecią, której oczka zaciskają się przy każdym kroku. Ileż przeszkód, jakie skrępowa¬nie przy najmniejszym poruszeniu! I trzeba sobie uprzytomnić, że nieszczęsne rządy, uciskane przez Francję, szukają pocieszenia tysiącznymi sposobami, dając odczuć swoim obywatelom nędzne resztki władzy, jakie im pozostawiono!
Wyjazd z Wiednia—Przejazd przez Morawy; dokuczliwość namiestnika — Fałszywa sytuacja rządu austriackiego — Arcyksiążę Wurtzburga — Galicja — Policja austriacka — Wycieczka do ruin zamkowych; dobroć ludu — Wyjazd do Łańcuta. | |
|